PAWILON ZOO W KRAKOWIE W ŁUPKU „KSIĘŻYCE”

PAWILON ZOO W KRAKOWIE W ŁUPKU „KSIĘŻYCE”

Zoo zajmuje powierzchnię 20 ha i mieszka w nim około 270 gatunków zwierząt. Warto poświęcić na wizytę więcej…

Czytaj...
TAJ MAHAL I MARMUR MAKRANA

TAJ MAHAL I MARMUR MAKRANA

Taj Mahal został wybudowany w czasach, gdy Indiami rządzili ich pogromcy z muzułmańskiej dynastii Wielkich Mogołów. To o…

Czytaj...
PRÓBKI KOSMICZNEJ SKAŁY

PRÓBKI KOSMICZNEJ SKAŁY

Pobranie próbek „czystej” materii kosmicznej, która przetrwała do naszych czasów w oryginalnej formie od momentu powstania Układu Słonecznego…

Czytaj...
REWITALIZACJA RYNKU W RAWICZU

REWITALIZACJA RYNKU W RAWICZU

Rewitalizacja zabytkowej przestrzeni miejskiej Rawicza zbliża się wielkimi krokami. Pod koniec lipca w urzędzie miasta podpisano umowę na…

Czytaj...
Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2011 JoomlaWorks Ltd.

NAUKA ZAWODU I KWALIFIKACJE ZAWODOWE

Jednym z warunków wykonywania prac kamieniarskich zgodnie ze sztuką jest posiadanie odpowiednich umiejętności. Jak je zdobyć oraz jak jest faktycznie z posiadanymi kwalifikacjami pracowników i właścicieli większości zakładów? O tym poniżej.

Kilkadziesiąt lat temu, a konkretnie do roku 1988, aby uzyskać zezwolenie na prowadzenie prywatnego zakładu dowolnej branży, konieczne było posiadanie przez przyszłego właściciela odpowiednich kwalifikacji zawodowych. Uprawnienia do wykonywania działalności gospodarczej gwarantował dyplom mistrzowski lub czeladniczy wraz z kilkuletnią praktyką zawodowa albo tytuł technika lub ukończone studia wyższe o profilu zgodnym z prowadzoną działalnością. Konieczna też była przynależność do jednego z branżowych cechów.

Tfot 1A  20180201 120549-1aki stan trwał od stuleci i został zmieniony dopiero w 1988 roku tak zwaną ustawą ministra Wilczka wprowadzającą swobodę gospodarczą. Od tej pory zezwolenia zastąpiono wpisem do ewidencji działalności gospodarczej, który mogła uzyskać każda pełnoletnia osoba fizyczna bez względu na posiadane kwalifikacje zawodowe. Stan ten z małymi modyfikacjami trwa do dziś i nic nie wskazuje na to, aby został zmieniony. Ta rewolucyjna zmiana doprowadziła bez wątpienia do ożywienia gospodarczego, co miało olbrzymie znaczenie w okresie transformacji ustrojowej, która nastąpiła w 1989 roku. Przyniosła też negatywne skutki. Zakłady różnych branż otwierali ludzie niemający kwalifikacji i niekiedy jakiegokolwiek pojęcia o rozpoczynanej działalności. Wystarczyło mieć dobre chęci i trochę kapitału. Sprawdziło się w tym wypadku słynne powiedzenie z okresu powojennego: nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera.

Nowa sytuacja sprawiła, że w wielu branżach odnotowano zdecydowane pogorszenie jakości wykonywanych wyrobów i świadczonych usług. Ucierpieli na tym oczywiście konsumenci. Obligatoryjna przynależność do cechów, które do tego czasu rozpatrywały skargi, została zlikwidowana. Zanim powstały sądy konsumenckie, pozostawała jedynie droga powództwa cywilnego w sądach powszechnych. Po kilkunastu latach sytuacja trochę się zmieniła. Wolny rynek wymusił na wykonawcach poprawę jakości wykonywanych wyrobów i świadczonych usług. Uchwalono też ustawy chroniące konsumentów.





A KAMIENIARSTWO?
Zmiany te i związane z nimi problemy nie ominęły oczywiście branży kamieniarskiej. Jako że kamieniarstwo było wtedy zaliczane do działalności o wysokiej zyskowności, w krótkim czasie zaczęły powstawać liczne zakłady, otwierane przez ludzi niezwiązanych dotąd z tym zawodem. Co ciekawe, całkiem dobrze radziły sobie te firmy, których właściciele posiadali zdolności menedżerskie i zatrudnili fachową kadrę. Inne, na których zaciążyła przypadkowo dobrana kadra, szybko zniknęły z rynku. Kto zasilił rynek? Wielu dotychczasowych przedsiębiorców pogrzebowych, a też prowincjonalnych grabarzy poszerzyło swoją działalność o usługi kamieniarskie. Sprzyjał temu fakt masowego napływu na nasz rynek tanich chińskich nagrobków. Aby zmontować taki i wypiaskować napisy, nie potrzeba było specjalnych umiejętności. Skutki niefachowego wykonania prac? Kończyło się zwykle na niezbyt efektownym wyglądzie wykonanego obiektu, a po kilku latach na konieczności remontu źle zmontowanego nagrobka. To samo dotyczyło wadliwie wykonanych prac budowlanych.

fot 1B   20180201 121101-1Na marginesie: W innych branżach bywało i bywa czasami gorzej. Jako konsumenci możemy trafić do mechanika samochodowego, który dopiero co zmienił zawód z fryzjera i zabrał się za naprawę hamulców lub układu kierowniczego w naszym samochodzie. Ktoś inny może mieć szczęście do fryzjerki lub kosmetyczki, które po krótkim kursie zawodowym niezakończonym nawet egzaminem kwalifikacyjnym postanowiły otworzyć salon piękności. W takich profesjach brak umiejętności i kwalifikacji może grozić naszemu życiu lub zdrowiu.
Czy to oznacza, że branża kamieniarska jest wolna od godnej potępienia fuszerki? W okresie ostatnich Wszystkich Świętych w jednej z miejscowości na północy Polski doszło do przewrócenia przez starszą kobietę źle osadzonej pionowej płyty nagrobkowej. Z tego, co widziałem na zdjęciach pokazanych w telewizji i na forach internetowych, był to kilkudziesięcioletni nagrobek lastrikowy. Kobieta poniosła śmierć. Niewykluczone, że przyczyniły się do tego obrażenia doznane w czasie tego zdarzenia. Kilka lat temu na jednym z krakowskich cmentarzy w podobnych okolicznościach ranne zostało kilkuletnie dziecko. Wadliwie osadzone elementy architektoniczne oraz błędy popełnione w czasie prac remontowych też mogą być przyczynami nieszczęśliwych wypadków.

Około 10 lat temu w jednej ze starych kamienic w centrum Krakowa runęły kamienne samonośne schody wiodące do znajdującej się na pierwszym piętrze agencji towarzyskiej. Na szczęście obyło się bez ofiar, nie licząc szoku, jakiego doznali klienci i personel agencji. Przybyli z oddalonej o kilkaset metrów jednostki straży pożarnej ratownicy sprawnie ewakuowali uwięzionych na piętrze ludzi. Jak wykazały ekspertyzy powypadkowe, przyczyną tej katastrofy budowlanej było przykręcenie do kamiennych stopni listew antypoślizgowych. Dokonano tego za pomocą solidnych wkrętów z plastikowymi kołkami rozporowymi (!). Kołki rozporowe podziałały w tym wypadku jak kliny, którymi od wieków łupano bloki kamienne. Profesjonalista powinien wiedzieć – kamień to nie żelbet, więc stosowanie kołków rozporowych do mocowania w kamieniu różnych elementów jest bardzo ryzykowne.


RZEMIOSŁO REGULOWANE PRAWEM
Jak wspomniano, w wyniku wprowadzania coraz bardziej liberalnej polityki w zakresie swobody działalności gospodarczej w naszym kraju odstąpiono od wymogów posiadania kwalifikacji zawodowych. Tymczasem w wielu państwach, zwłaszcza zachodniej Europy, taki wymóg istnieje do chwili obecnej i jest bardzo restrykcyjny. W Niemczech istnieje wykaz rzemiosł regulowanych, których działalność może być prowadzona jedynie przez osoby posiadające dyplom mistrzowski w danym zawodzie. Obowiązkowa jest też przynależność do tamtejszej izby rzemieślniczej. Kamieniarstwo, jak i większość tradycyjnych rzemiosł, znajduje się w tym wykazie i w związku z tym osoby rozpoczynające działalność w Niemczech muszą wykazać się posiadaniem dyplomu mistrzowskiego.

fot 2 - 20180201 092851W Polsce? Liberalna polityka w zakresie posiadania kwalifikacji zawodowych odbiła się negatywnie na szkolnictwie zawodowym, w tym na popularnej przed laty nauce zawodu w małych zakładach rzemieślniczych. Skoro kwalifikacje zawodowe poparte stosownym dyplomem nie są do niczego potrzebne, to po co uczyć się zawodu i stresować się jakimiś egzaminami? Dotyczy to zarówno ludzi młodych rozpoczynających dopiero karierę zawodową, jak i tych bardziej doświadczonych życiowo, niejednokrotnie zmieniających właśnie zawód. Kilka miesięcy temu na facebookowym forum kamieniarskim, po poinformowaniu przez Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej o organizowaniu wraz z Dolnośląska Izbą Rzemieślnicza egzaminów na tytuł czeladnika i mistrza w zawodzie kamieniarz, rozgorzała dyskusja, skończona puentą jednego z internautów: „a co mi da ten papierek”. Niestety myślenie takie nie jest odosobnione.

Jak zatem wygląda stan nauki zawodu oraz posiadanych kwalifikacji zawodowych w rodzimych zakładach branży kamieniarskiej? Niestety nie najlepiej i dotyczy to zarówno właścicieli, jak i zatrudnionych pracowników. Większość pracowników to ludzie, którzy zmienili zawód i czasami przypadkowo trafili do kamieniarstwa. Część z nich, zwłaszcza ci wyróżniający się chęciami oraz zdolnościami manualnymi, poradzili sobie w nowym zawodzie całkiem dobrze i po kilku latach pracy stali się cenionymi przez pracodawców fachowcami. Na fachowców wykształconych, którzy nauczyli się od podstaw tego zawodu, pracodawcy branży kamieniarskiej nie mają co liczyć, bo szkolnictwo zawodowe jest w naszej branży w tragicznym stanie. Obecnie bodaj jedyną szkołą kształcącą fachowców jest Zespół Szkół Zawodowych w Strzegomiu, czyli w największym zagłębiu kamieniarskim w Polsce. Próba uruchomienia klasy kamieniarskiej w Szydłowcu nie powiodła się z powodu braku chętnych do nauki zawodu.

Nikt chyba nie zaprzeczy, że przy postępie technicznym, jaki powoli wchodzi do większych zakładów, z pewnością przydaliby się młodzi pracownicy dobrze wyuczeni w szkołach branżowych, bo wyposażonych w warsztaty praktycznej nauki zawodu. Z zazdrością oglądałem kilkanaście lat temu, w czasie zorganizowanego przez Związek Rzemiosła Polskiego szkolenia dla członków komisji egzaminacyjnych, warsztaty w niemieckiej szkole kształcącej kamieniarzy. Młodzi adepci tego zawodu zdobywali umiejętności obsługi obrabiarek CNC na maszynach wykonujących elementy kamieniarskie z twardego… styroduru. Uczniowie mieli za zadanie na podstawie otrzymanego rysunku wybrać z magazynu odpowiednią płytę, zaprogramować wycięcie odpowiednich elementów, obróbkę boków oraz wycięcie otworów i ewentualną obróbkę krawędzi blatów kuchennych lfot 2 - 20180201 093300ub łazienkowych. Wszystko odbywało się bezstresowo, zarówno dla uczniów, jak i dla instruktora. Nie było niebezpieczeństwa zniszczenia drogiego materiału, narzędzia obrabiające element nie zużywały się. Niepotrzebna była woda, nie zostawał odpad w postaci szlamu. Ośrodek ten posiadał internat i szkolili się w nim na kilkutygodniowych kursach uczniowie odbywający naukę zawodu w małych zakładach rzemieślniczych.

SKUTKI DEREGULACJI
Jaki zatem system nauki zawodu kamieniarskiego pozostaje w naszym kraju? Z pewnością praktyka w jednym z zakładów kamieniarskich połączona z nauką teoretyczną w wielobranżowej szkole zawodowej. Nauka taka trwa w zawodzie kamieniarz trzy lata i kończy się egzaminem kwalifikacyjnym. Uczniowie praktykujący w zakładach rzemieślniczych zdają egzamin przed komisją izby rzemieślniczej, czego uwieńczeniem będzie dyplom czeladnika. Jeżeli praktyczna nauka odbywa się u pracodawcy niebędącego rzemieślnikiem, egzamin odbywa się przed okręgową komisją egzaminacyjną i zdający otrzymuje tytuł robotnika wykwalifikowanego. Aby szkolić uczniów, właściciel zakładu lub oddelegowany na czas szkoleń pracownik musi posiadać dyplom mistrzowski w danym zawodzie oraz przygotowanie pedagogiczne. Najprostszym sposobem uzyskania uprawnień pedagogicznych jest obecnie ukończenie kursu dla instruktorów praktycznej nauki zawodu. Kursy takie w wymiarze 85 godzin – w tym 10 godzin praktyki metodycznej – prowadzą różne firmy szkoleniowe, posiadające zatwierdzony przez kuratorium program dydaktyczny.

Oczywiście przydałoby się jedno duże i dobrze wyposażone centrum praktycznego szkolenia kamieniarzy, gdzie wzorem zachodnich sąsiadów odbywałyby się kilkutygodniowe szkolenia przyszłych adeptów kamieniarstwa. W obecnej sytuacji szkolnictwa zawodowego taki apel pozostaje w sferze marzeń. Dziś największym problemem jest to, że młodzi ludzie wcale nie garną się do nauki tego zawodu. Zawód nasz uważany jest za ciężki i mało prestiżowy. Ale też właściciele zakładów nie są zbytnio zainteresowani szkoleniem uczniów. Wielu nie posiada uprawnień do szkolenia i nie myśli o ich zdobyciu. Sytuacja jest na tyle zła, że dziś na obszarze działania Małopolskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości nie ma ani jednego ucznia uczącego się zawodu kamieniarskiego! Obawiam się, że podobnie jest w innych częściach kraju.

Niewiele pomagają zachęty finansowe ze strony samorządów terytorialnych dla szkolących. Mimo że są one niebagatelne. Po zakończeniu szkolenia i zdaniu przez ucznia egzaminu szkolący mistrz może dostać dofinansowanie w wysokości ponad 8000 zł. Wypłacane jest ono przez gminę właściwą dla miejsca zamieszkania ucznia. Jest to tak zwana pomoc „de minimis” i w związku z tym otrzymanie jej jest związane z zachowaniem wielu formalnych wymogów. Kwalifikacje zawodowe mogą też zdobywać pracownicy i właściciele zakładów kamieniarskich. Przy większości izb rzemieślniczych działają komisje egzaminacyjne w zawodzie kamieniarstwo, przeprowadzające egzaminy czeladnicze i mistrzowskie.
Dziwi mnie fakt, że zarówno pracownicy, jak i właściciele licznych zakładów bardzo łatwo wpadają w samozadowolenie i nie myślą o zdobywaniu formalnych kwalifikacji zawodowych. Oczywiście można być wyśmienitym fachowcem i nie posiadać żadnego dyplomu kwalifikacyjnego. Nie neguję tego. Dla mnie jednak kamieniarz to nie osoba, która niedawno została zatrudniona w zakładzie kamieniarskim lub przepracowała tam kilka miesięcy, tylko fachowiec, który posiada dyplom mistrzowski, czeladniczy lub robotnika wykwalifikowanego. Należy poza tym pamiętać, że żyjemy w Europie, gdzie w większości państw dyplom kwalifikacyjny jest liczącym się dokumentem. Dlatego bardzo cenne są wszelkie inicjatywy zmierzające do podnoszenia kwalifikacji właścicieli i pracowników zakładów kamieniarskich.

Janusz Skalski
fot. J. Skalski

 

Nie czekaj dodaj firmę

do naszego katalogu!

 

 

Dodaj firmę...

 

Dodaj ogłoszenie drobne

do naszej bazy!

 

 

Ogłoszenia...

45-837 Opole,
ul. Wspólna 26
woj. Opolskie
Tel. +48 77 402 41 70
Biuro reklamy:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Redakcja:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.">
     Wszystkie prawa zastrzeżone - Świat-Kamienia 1999-2012
     Projekt i wykonanie: Wilinet